Na działce obrodziły patisony. W domu wręcz opanowały kuchnię. Zasiedliły się na blacie, zajęły też część podłogi... Wołały "zjedz mnie!".
Najpierwszym i najprostszym pomysłem na ich spożytkowanie było leczo. Później jednak zaczęłam kombinować (w końcu jak długo można jeść leczo??). I w ten oto piękny sposób powstały pieczone patisony z nadzieniem pieczarkowym. W przygotowaniu wręcz banalne, a w smaku... całkiem, całkiem.
